gdy mialem 3 lats - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk. Także, gdy przyjechałeś w roku 2006 do Holandii mając 31 lata, emerytura przysługuje ci za 36 lat (w roku 2048) - czyli w roku odkąd mieszkasz w tym kraju. Jednak faktycznie brakuje ci 8 lat za mało "stażu" w tym kraju aby przysługiwało ci pełne AOW w (hipotetycznym) roku 2048. 6. Brakujące lata emerytury można "dokupić". Teksty ze shreka są najlepsze. October 12, 2013 ·. tekst z shreka 1 osioł na początku : Ja latam ! Jakiś chłopiec :on lata ! Jakiś chłop który kupował magiczne stworzenia : on gada ! znowu osioł :jasne że gadam głupku , latać każdy może czasem trochę lepiej czasem trochę gorze ale ja niestet ja mam talent ! czyli w Telewizor na lodówce stał. Była pusta i ja o tym wiem. Z głodu chciało rzygać się. Zrób stary wszystko, by. Twoje dzieci nie musiały chować się za drzwi. Zrób stary wszystko, by. Twoje dzieci nie musiały wstydzić się a Ty. Zrób stary wszystko, by. Matka bardzo się starała. Gdy mialem 16 lat zostalem oskarżony chyba o oszustwa internetowe. Sedzie uznał ze jestem winny i do 18 raku życia mialem nadzur rodzicow, a oni co kilka miesiacy musieli skladac jakies papiery o tym jak mi idzie w szkole, czy mam swoje pieniadze itp. gdy mialem 3 lata do łóżka - Tekściory.pl – sprawdź tekst, tłumaczenie twojej ulubionej piosenki, obejrzyj teledysk. 0W7V. * * *16 lat to za mało jest by mócZdobyć światLecz tak wiele abyKochać kogoś do utraty siłNie miałem prawie nicOprócz dwojga rąkLecz tak bardzo chciałemZabrać ciebie stąd16 lat miałaś gdy pierwszy razZawirował cały światGdy ktoś Ci serce skradł16 lat miałaś Ty kiedy jaJa nie miałem prawie nicPrócz swej miłości* * *Nie chciałem nicPrócz miłości paru chwilAle Ty złoty dywan z liści tychJesiennych zostawiłaś miI nawet nie wiem dziśGdzie zrobiłem błądBo ktoś inny nagle zabrał Ciebie stąd16 lat miałaś, gdy pierwszy razZawirował cały światGdy ktoś Ci serce skradł16 lat miałaś Ty kiedy jaJa nie miałem prawie nicPrócz swej miłości16 lat miałaś, gdy pierwszy razZawirował cały światGdy ktoś Ci serce skradł16 lat miałaś Ty kiedy jaJa nie miałem prawie nicPrócz swej miłości* * *16 lat miałaś, gdy pierwszy razZawirował cały światGdy ktoś Ci serce skradł16 lat miałaś Ty kiedy jaJa nie miałem prawie nicPrócz swej miłości16 lat miałaś, gdy pierwszy razZawirował cały światGdy ktoś Ci serce skradł16 lat miałaś Ty kiedy jaJa nie miałem prawie nicPrócz swej miłości Brak tłumaczenia! Pobierz PDF Słuchaj na YouTube Teledysk Informacje Bobi - a właściwie Dariusz Mata - powraca! W nowym cyklu "Wiosenna premiera" prezentujemy Wam nowy utwór Bobi’ego zatytułowany "Za Tobą tęsknię". Dla przypomnienia - zespół Bobi powstał w roku 1998 a jego liderem jest Dariusz Mata. Zespół zadebiutował w Katowickim Spodku takimi piosenkami jak: "Chłopak na niepogodę" oraz "Tyle słońca", które były również emitowane w telewizji Polsat w programie „Disco Relax”. Rok później zostaje wydana kolejna płyta Read more on Słowa: brak danych Muzyka: brak danych Rok wydania: brak danych Płyta: brak danych Ostatnio zaśpiewali Inne piosenki Bobi (7) 1 2 3 4 5 6 7 0 komentarzy Brak komentarzy Kilka numerów o czymś – debiutancki album studyjny Małpy wydany 27 listopada 2009 roku nakładem własnym. Po sprzedaniu tysiąca egzemplarzy przez rapera, nawiązał on współpracę z wytwórnią Asfalt Records, która zajęła się dystrybucją albumu. Produkcji nagrań podjęli się: DJ Ike, Joter, Artem, The Returners, 2sty, Expe, Amonn, Czarlson, Bartas, Kazzam oraz Poka. W ramach promocji zostały zrealizowane teledyski do utworów “Nie byłem nigdy” i “5 Element”. W niespełna trzy lata od premiery wydawnictwo uzyskało status złotej płyty. Rap Genius dla Początkujących? Jak korzystać z Rap Genius?Jak tworzyć własne wyjaśnienia? fot. Adobe Stock Nienawidzę mojego ojca. Nienawidzę go tak bardzo, że nawet teraz, kiedy złożyła go ciężka choroba, nie potrafię o nim myśleć bez goryczy i złości. Czy czegoś mnie w życiu nauczył, coś pokazał, wyjaśnił? Czy był przy mnie, kiedy spadałam z roweru, ucząc się na nim jeździć? Był ze mnie dumny, gdy wygrałam olimpiadę matematyczną i pocieszał, gdy moje serce pękało z żalu po pierwszym zawodzie miłosnym? Jeśli mogę powiedzieć, że coś mu zawdzięczam, to tylko długie lata wypełnione czekaniem na chwilę, w której przypomni sobie o moim istnieniu. Właściwie minęło na nim całe moje dzieciństwo... Ojciec zostawił nas, gdy miałam 3 lata Ojciec zostawił nas tuż po moich trzecich urodzinach, kiedy moja młodsza siostra Ania dopiero co nauczyła się siadać, a mama wróciła do pracy po urlopie macierzyńskim. Kiedy pewnego popołudnia wstawiła obiad i czekając, aż ojciec w drodze do domu odbierze mnie z przedszkola, zaczęła sortować pranie, ze zdziwieniem stwierdziła, że z półek, szafek i szuflad zniknęły wszystkie jego rzeczy. Chociaż do tej pory żadnym słowem ani gestem nie zdradził, że coś takiego chodzi mu po głowie, tamtego dnia po prostu się wyprowadził i ani jego rodzina, ani znajomi czy koledzy z pracy nie wiedzieli, dokąd poszedł i co porabia. Wyprowadził się od nas i zerwał kontakt Przez trzy dni nie dawał znaku życia. Czwartego zadzwonił, informując sucho, że postanowił odejść, bo żyjąc z nami, czuł, że się dusi. Obiecał płacić mamie comiesięczną sumkę na nasze utrzymanie, ale ona zdjęta honorem, a może zranioną miłością, odmówiła, z impetem rzuciła słuchawką i nigdy więcej nie próbowała się z nim skontaktować. On też nie szukał kontaktu z nami i zniknął z naszego życia raz na zawsze. Oczywiście wiem to wszystko z rodzinnych opowieści, bo byłam za mała, by cokolwiek zapamiętać. Czasami przechodząc obok kiosku z tytoniem – ojciec popalał fajkę – wydawało mi się, że czuję jego zapach, ale ani jego sylwetki, ani twarzy nie mogłam sobie przypomnieć. Gdy byłam już dorosła, znalazłam rodzinne zdjęcie Po raz pierwszy zobaczyłam go dopiero, kiedy sama już miałam dzieci; porządkowałam wówczas mieszkanie po śmierci babci i w tekturowym pudle ukrytym pod szafą znalazłam plik starych fotografii zrobionych tuż przed urodzeniem mojej siostry. Mężczyzna uwieczniony na wyblakłych zdjęciach miał szeroki uśmiech, czule obejmował małą dziewczynkę i z miłością spoglądał na kobietę w zaawansowanej ciąży. Nie trzeba było znajomości psychologii, żeby patrząc na to zdjęcie, stwierdzić, że był w niej szaleńczo zakochany. Jeśli coś tu nie gra, to tylko nostalgia na twarzy mojej mamy. Czyżby jednak coś ukrywała i już wtedy się domyślała, że ojciec tylko udaje i planuje nas opuścić? Mama jest bardzo dzielną kobietą. Chociaż dostała od życia cios, który złamałby niejednego siłacza, twardo szła przed siebie, walcząc o szczęście. Rok po zniknięciu ojca przedstawiła nam miłego pana, który po kolejnych kilku miesiącach uroczyście włożył na jej palec obrączkę. Wujek Stasiek szybko stał się częścią naszej rodziny, a Anulka, która właśnie zaczynała mówić, naturalnie nazwała go „tatą”. To właśnie on uczył mnie jeździć na rowerze, przytulał po niepowodzeniach, cieszył się z sukcesów i nazywał „swoim słoneczkiem”, tak jak powinien to robić ojciec. Przez całe dzieciństwo marzyłam o tym, by ojciec do nas wrócił Ale choć robił wszystko, by mi go zastąpić, ja w skrytości ducha marzyłam, że mój prawdziwy tato o mnie pamięta i pewnego dnia skruszony stanie w drzwiach i przeprosi za te wszystkie lata. Czekałam w każde urodziny, imieniny i święta, zawsze pierwsza odbierałam telefon i biegłam jak szalona do drzwi na dźwięk każdego dzwonka. Przed piętnastymi urodzinami zdesperowana poprosiłam mamę, żeby podała mu przez dawną szwagierkę zaproszenie na moje przyjęcie. Ale koperta wróciła po tygodniu nieotwarta. Mama, która nigdy nie pozwoliła powiedzieć o ojcu złego słowa, wtedy też przytuliła mnie mocno i szeptała do ucha czułe słowa. A ja uznałam, że czas wreszcie wydorośleć i przestać pamiętać o kimś, kto o mnie zapomniał już dawno. Tamtego dnia wykreśliłam ojca ze swojego życia... Ciotka przekazała mi list od umierającego ojca. Prosił o spotkanie Jak więc on teraz śmiał, skąd w ogóle przyszło mu do głowy, że ma prawo, by przez tę samą ciotkę, przez którą niegdyś oddał mi nieotwartą kopertę z zaproszeniem na urodziny, przekazać, że jest umierający? Przypomnieć mi o bólu czekania na nowo, kiedy już się z niego wyleczyłam? Ale ja – czy mam prawo pozbawić go przed śmiercią jednego spotkania z córką? Jego list poruszył mnie. O niczym bardziej nie marzę niż o tym, by wyznać córce prawdę – dlaczego kiedyś, z dnia na dzień, porzuciłem rodzinę, choć tak bardzo ją przecież kochałem. Kocham moją córkę. Kocham ją tak bardzo, że zgodziłem się o niej zapomnieć. Nawet teraz, kiedy złożony ciężką chorobą spędzam w zgryzocie ostatnie dni mojego życia, zastanawiam się, czy mam prawo choć raz ją zobaczyć. Nie chcę, by choćby przez chwilę znowu przeze mnie cierpiała. Czy byłem przy niej, kiedy przejęta i dumna występowała w pierwszych przedszkolnych jasełkach albo uczyłem w lesie rozpoznawać grzyby? Czy pocieszałem, gdy było jej smutno, i cieszyłem się z nią, kiedy była szczęśliwa? Jeśli mogę powiedzieć, że coś dla niej zrobiłem, to tylko usunięcie się w cień i niezakłócanie jej nowego życia. Z tego powodu w samotności spędziłem swoje... Zdecydowałem się odejść od żony i dziewczynek jeszcze przed urodzinami Ani, ale dla zachowania pozorów spędziliśmy razem jeszcze kilka miesięcy. Były to najtrudniejsze miesiące w moim życiu: kobieta, z którą je dzieliłem, nie czuła do mnie nic, a każdy kolejny dzień zbliżał do utraty tego, co w nim najcenniejsze. Choć to właśnie miłość do córki sprawiła, że podjąłem taką a nie inną decyzję. Odszedłem od żony i pozwoliłem wykreślić się na zawsze z rodziny, bo zrozumiałem, że tylko w ten sposób będzie szczęśliwa. Tak naprawdę Halina nigdy mnie nie kochała, a na oświadczyny odpowiedziała „tak” tylko dlatego, że zbliżała się do wieku, w którym kobiety panicznie obawiały się staropanieństwa. Ja zresztą wtedy też nie wiedziałem, czym jest szaleńcze uczucie, ale ponieważ brałem życie na poważnie, postanowiłem zapewnić żonie szacunek, opiekę i zaufanie, uznając, że miłość z czasem przyjdzie sama. Jednak myliłem się: ona nie przyszła, tylko wybuchła jak bomba w dniu, w którym urodziła się nasza córeczka Małgosia. Kiedy po raz pierwszy spojrzałem na tę kruchą istotkę, zrozumiałem, że celem mojego życia jest zapewnienie jej szczęścia i nawet gdyby jedynym sposobem na to była moja śmierć, to z radością za nią umrę. Wówczas nie przypuszczałem, że przyjdzie mi się zmierzyć ze znacznie większym poświęceniem. Przez pierwsze dwa lata nasze życie toczyło się dokładnie tak, jak to sobie wymarzyłem. Patrzyłem w oczy Haliny i utwierdzałem się w przekonaniu, iż miałem rację, myśląc, że jeśli małżonkowie się szanują i o siebie dbają, miłość przyjdzie sama. Wyznał, że to moja matka go nie kochała Kiedy okazało się, że za błyszczącymi oczami mojej żony stoi druga ciąża uznałem, że dostałem od życia więcej, niż kiedykolwiek marzyłem. Pamiętam tę radosną, wiosenną niedzielę, gdy zabrałem moje obie kobietki na lody – świetnie się razem bawiliśmy i dopiero na zdjęciach, które zrobił nam przypadkowy fotograf, zobaczyłem, że Halina błądzi gdzieś nieobecnym wzrokiem. Nie przejmowałem się jednak zbytnio, składając to na karb ciąży. Dlatego to, co wyznała mi dwa tygodnie później, było dla mnie jak uderzenie obuchem. Powiedziała mi, że maleństwo, które nosi pod sercem, nie jest moim dzieckiem, a jego ojca – jak na ironię losu – poznała na naszym weselu (po ślubie, na który się zgodziła, myśląc, że w jej życiu nic już się nie wydarzy). Wielkie nieba! Na naszym weselu! Zamarłem, myśląc, kto w takim razie jest ojcem Małgosi, ale Halina zaręczyła, że to moje dziecko. Choć od tamtego dnia minęło ponad 40 lat, wciąż pamiętam każde wypowiedziane wtedy słowo. Halina, szlochając, zapewniała, że długo broniła się przed tym uczuciem, ale ono było ponad nią. Wie, że mnie krzywdzi i nigdy sobie tego nie wybaczy, ale błaga, żebym nie odbierał jej Małgosi. Że też coś takiego przyszło jej do głowy! Jak mógłbym którąś z nich tak skrzywdzić – każde dziecko przecież potrzebuje matki, a żadnej matce nie można zabrać dziecka. Po nieprzespanej nocy zrozumiałem, co muszę zrobić: ponieważ Halina nigdy nie będzie ze mną szczęśliwa, a Małgosia nie będzie szczęśliwa bez matki, dla dobra ich obu zniknę z ich życia. Trzeba to zrobić tak, aby nasza córka nigdy się nie domyśliła prawdziwych powodów i, zapomniawszy o „wyrodnym” ojcu, wiodła nowe życie u boku mamy, siostry i nowego taty. Stworzyliśmy opowieść o ojcu, który nagle spakował manatki i zniknął. Dobrze nam poszło, bo Małgosia uwierzyła. Co miesiąc wpłacałem Halinie pieniądze na Małgosię, a ona przysyłała mi jej zdjęcia. Czasem mówiła mi, gdzie mogę ją zobaczyć „na żywo”: zasłonięty gazetą siadałem na ławce w parku i patrzyłem, jak Małgosia przekomarza się z „wujkiem Staśkiem” albo bawi z siostrą. Ojciec napisał w liście, jak bardzo za mną tęsknił Raz się prawie złamałem i przywiozłem jej prezent, ale gdy zobaczyłem, jak radośnie zachowuje się w towarzystwie bliskich, postanowiłem tego nie psuć. Rok później to córcia zaprosiła mnie na swoje urodziny, ale ustaliliśmy z Haliną, że lepiej nie wprowadzać chaosu w jej uporządkowane życie. Boże, jaki ja wtedy byłem szczęśliwy, że moje dziecko wciąż o mnie pamięta! Wiem o córce wszystko. Widziałem na zdjęciach jej męża, moją wnusię. Małgosia jednak nie wie o mnie nic. Przed śmiercią mam tylko jedno marzenie: chciałbym ją serdecznie uściskać. Moja siostra wspomniała jej nawet mimochodem przy jakiejś okazji, że choruję, ale nie odważyłem się tak wprost poprosić, by mnie odwiedziła. Czy zrozumiałaby, że wszystko, co zrobiłem, zrobiłem z miłości dla niej? I czy mam prawo po tylu latach burzyć jej życie? Czytaj więcej prawdziwych historii:Za seks z szefem awansowałam już 2 razyZmarnowałem 10 lat, nie interesując się córkąZdradziłam męża, gdy wyjechał za granicęMusieliśmy stać się rodzicami naszej wnuczkiMąż omal mnie nie zabił w szale zazdrości Tekst: Gdy 3 latka miałem, wykopałem pierwszy kamień Ten kamień był zajebisty teraz mam na czole znamię Ten kamień spadł mi na głowę i zrobił mi dziurę w czaszce Teraz kiedy jest mi smutno często czołem klaszczę Potem wykopałem 98 dirtów Piękne czasy były przeżyłem dziesiątki flirtów Inni z Minecrafta, flirtować chcieli Potęgi dirta nie rozumieli Ref. Teraz wolno będzie, pamiętaj że dirt jest wszędzie ziomuś Mówię do ciebie, byś zajebał w mordę komuś kto Dirta nie lubi i dirta nie szanuje Każdy taki złamas niechaj wnet twój gniew poczuje Minecraft stał się moim życiem gdy zacząłem go nagrywać Mówią bym tego nie robił bo życie zacznę przegrywać Ja wiem swoje, walczę z rojem, tych hejterów złych pozerów Rzucą łojem, ja się troję, i wiem swoje, wiem co moje Co jest twoje, weź dla siebie, łapka w górę, bo zajebię Jak jej nie dasz, spadnie sprzedaż, mych koszulek dla babulek Momentami walczę z wami, fala hejtu jak tsunami To jest ważne, by się nie dać, choć czasem lubię się sprzedać Żadne diaxy, żaden drewno, żaden cobble, ma królewno Nie złoto ani dolary, nie funty ani talary Nie oskary, nie gitary, takie rzeczy ma twój stary Ty mądrzejszy dirta zbierasz, wszystkich wkoło poniewierasz Moje dzieci pamiętajcie, dirt jest bardzo ważny w życiu Zabieram go do teatru, mam go w łóżkowym pożyciu Kiedy ochotę poczuję, dirta mogę rzucić wszędzie Gdy się dirtem otoczycie, wasze życie lepsze będzie * to jest właśnie dirt * - Delti Ref. Teraz wolno będzie, pamiętaj że dirt jest wszędzie ziomuś Mówię do ciebie, byś zajebał w mordę komuś kto Dirta nie lubi i dirta nie szanuje Każdy taki złamas niechaj wnet twój gniew poczuje * to jest właśnie dirt * - MultiGameplayGuy Ref. Teraz wolno będzie, pamiętaj że dirt jest wszędzie ziomuś Mówię do ciebie, byś zajebał w mordę komuś kto Dirta nie lubi i dirta nie szanuje Każdy taki złamas niechaj wnet twój gniew poczuje Różnie bywa u mnie z sumiennością i dokładnością, więc na ten wpis musieliście czekać dwa dni dłużej niż zapowiadałem. Co się odwlecze to jednak nie uciecze, zatem nadeszła już najwyższa pora na powiedzenie trzech słów - przepraszam, proszę, dziękuję. Trzy "magiczne" słowa, których uczą nas nasze mamy, gdy jeszcze jesteśmy małymi dziećmi. Mam nadzieję, że tym razem też będą mieć magiczną moc! PRZEPRASZAM Przepraszam za wszystkie niedociągnięcia organizacyjne, które były spowodowane moją postawą. Przepraszam za chwile nerwów - mam nadzieję, że tych chwil nerwów nie było aż tak dużo. Przepraszam również za to, że w trakcie zawodów, nie zawsze miałem czas, siły, chęci, humor na rozmowę. Przepraszam za wszystkie niepotrzebne słowa! PROSZĘ Proszę wszystkich o dystans do tego co już się wydarzyło, o spokój i rozsądek w planowaniu przyszłości. Dużo już zbudowaliśmy! DZIĘKUJĘ I wreszcie DZIĘKUJĘ, chyba najważniejsze z tych trzech słów w kontekście tego co już się wydarzyło. Nieraz już dziękowałem wszystkim jednocześnie, teraz chciałbym podziękować każdemu z osobna. Każdemu z osobna, dzięki którym mogliśmy wykorzystywać efekt synergii. Jak to mawiają "Siła w kupie, bo kupy nikt nie ruszy" - i taką kupę, zbiorowość indywidualności, talentów, osobowości i charakterów stworzyliśmy! Mam nadzieję, że o nikim nie zapomnę, bo lista osób jest naprawdę długa. Do dzieła! Dziękuję trenerowi Włodzimierzowi za kawaaał roboty, za to że od kilku dobrych lat jest takim trochę kierownikiem zawodów z tylnego siedzenia. Za to, że potrafi poprowadzić luźną gadkę na spotkaniach, czego mi jeszcze trochę brakuje. Za to, że bez mrugnięcia okiem przyjmował do wiadomości wszystkie moje pomysły - "Nie wiem, Piotrek o co chodzi z tym sprintem, Michał wymyślił to ja będę musiał zrobić". Za kawał ogromnej roboty kartograficznej, za mnóstwo tras, za doświadczenie, za naukę! I od razu pani Ani i pani Grażynie za pyszne obiadki i dobre kanapki! Trenerze, ja tu jestem raptem od kilku lat, to trener jest LEGENDĄ! Dziękuję Ani, za to że wspaniale ogarnia finanse, zaliczki i wszystko to w czym ja dopiero raczkuję. Dziękuję też za to, że w ostatnim tygodniu momentami byłaś świetnym strażakiem. Dziękuję za spokój i opanowanie! Dziękuję Bogusi (pani Bogusi) za profesjonalne jak zawsze biuro zawodów; za to że w Twoją działkę nigdy nie muszę się mieszać; za kolacje w agroturystyce, gdy "już miałem całkiem dość"; za to że zawsze możemy pożartować! Mam nadzieję, że po tym jak Wawel się zakończył, nie będziesz już mieć koszmarów ;) Dziękuję cioci Lili za ogromny wkład w organizację naszych zawodów, za to że dzięki jej projektom zawody były bardziej kolorowe, a prowadzenie marketingu stawało się łatwiejsze! Niebieskie koszulki były git! Dziękuję również za ogromne zaangażowanie i serce jakie tu oddajesz! Dziękuję wujkowi Pawłowi za wsparcie logistyczne, za pierwsze spotkanie w Ostańcu, za znaczniki, za to że potrafisz myśleć do przodu i przewidywać wiele kwestii! Podziękowania również za pełen profesjonalizm jaki wykazałeś podczas naszej wspólnej, czerwcowej podróży do Podlesic i Bobolic! Dziękuję panu prezesowi Piotrowi za ogromny spokój jaki posiada, za to że jak mało kto potrafi z opanowaniem kroczyć od zadania do zadania. Za wsparcie merytoryczne, za dobre słowo! Młodszy prezes od starszego jeszcze wiele może się nauczyć! Dziękuję pani Mariuszy za wszystkie lata wsparcia, za to że w tym roku jak zwykle pomagała ogarniać kwestie sponsorskie i marketingowe. Niezwykle cenna postać! Dziękuję Markowi Skorupie pseudo "Skorupie", za przyjemne rozbieganie w Lesie Orlej i za ustawianie znaczników. Tutaj należy się zatrzymać trochę na dłużej. Markowi, ogromne podziękowania należą się również za dwa poprzednie lata. Razem poznawaliśmy z czym to się gryzie, razem przeżyliśmy kompromitację na Mistrzostwach Młodzików 2015 - kurła kiedyś to było ;) Nie da się ukryć, że w tym roku kogoś takiego jak Marek brakowało. Na zdjęciu Marek łowca s... bramek i Michaś z rozepchanymi kieszeniami (tak wiem mamo, obrzydliwie to wygląda) ;) Pozdrowionka! Dziękuję Marcinowi za ciekawe trasy, dobrą robotę przy stronie internetowej i porządek w magazynie. Mega dobry duch tej imprezy, mimo że od dwóch lat jest na niej nieobecny! Dziękuję Tomkowi za to, że zawsze możemy pogadać o zawodach i omówić potencjalne problemy, za to że z niemal 100% skutecznością dobrze rozstawił wszystkie punkty kontrolne ;) - tak, tak - nie ma tak łatwo, będę Ci to przez najbliższe 10 lat wypominał :D Dziękuję Bartkowi za to, że był głównym mózgiem przy stawianiu punktów, za to że jest dobrym speakerem, kolegą i za to, że wyjazdy i praca z nim są gwarancją dużej dawki śmiechu! Dzięki ;) Dziękuję Harperowi za pełen profesjonalizm, za punktualność, za opanowanie. Marcinie, z roku na rok jesteś coraz lepszy! Dziękuję Grześkowi za to że zawsze jest go pełno, za zaangażowanie, masę zdjęć i fajny filmik. Dzięki Grzegorz! Z przyjemnością będę wspominał wieczór jak razem siedzieliśmy w agro i klepaliśmy w komputery! Dziękuję Kubełkowi za to że jesteś świetnym Parking Directorem i jeszcze lepszym kierowcą ;) Uwaga quiz - zgaduj którą jesteś osobą z klubu, która nabiera drogowego doświadczenia, prowadząc srebrną strzałę ;) ? Dziękuję Marcie za opanowanie, poukładanie i spokój jaki sobą reprezentuje. Razem zaczynaliśmy dwa lata temu, w tym roku potrafiliśmy (potrafiłaś) ogarnąć dwa starty masowe. To naprawdę coś! Myślę, że naprawdę dużo się RAZEM nauczyliśmy. W ramach ciekawostki, pamiętasz jak wyglądał wybór Ciebie na kierownika startu dwa lata temu? Dziękuję Mai za prowadzenie z fantazją Instagrama (oraz Adzie za pomoc w przygotowaniu instagramowej grafiki konkursowej), za pomoc przy zawodach, za to że pomogła mi ogarnąć "wtorkowy kocioł" (ogarniając wieeeele tematów w klubie i skacząc koło mnie gdy pakowaliśmy się do wyjazdu), za to że jest taką osobą którą gdy proszę o zrobienie czegoś - wiem, że to będzie zrobione! To mega cenne ;) Dziękuję Krzysztynowi za poczucie odpowiedzialności i za to, że gonił w tym roku jak mały samochodzik! Za to, że "sam zrobi wszystko najlepiej". Mimo lekkiego gwiazdorzenia, Michale - sprawdziłeś się. Dzięki! Za wspólne zakupy w Biedronce też dziękuję ;) Dziękuję Grzesiowi Baranowi za to, że jest naprawdę robotnych chłopakiem. Mało kto potrafi od A do Z bez słowa narzekania wykonać swoje zadania. Grzesiek z pewnością jest taką osobą, cieszymy się, że zawsze na Wawelu jesteś z nami! Dziękuję Kasi Bugaj za mnóstwo pozytywnej energii, którą zawsze wnosi do zespołu. Za to, że jest szczera, naturalna, PRAWDZIWA. Uczucie, gdy wracasz po Wawelu do biegania - coś pięknego ;) Dziękuję Zosi Galli za to, że jest najlepszą na świecie asystentką. Za to że grzebiesz w śmieciach prawie tak dobrze jak ja - hehe ;) Wszystkiego dobrego na O... Erasmusie! Buziaki! Dziękuję Oli Sobas, za wykonywanie zaleceń bez mrugnięcia okiem, za oddanie, zaangażowanie, zdjęcia. Za to że byłaś z nami! Dziękuję Toporkowi za rzetelność i odpowiedzialność, jaką widać było w Twoim działaniu. Za troskę o dobro wspólne i za dokładność przy wykonywaniu każdego zadania! Nie na darmo pewne rzeczy śpiewały kiedyś miasta i wioski... Big thank you, Michaś! Dziękuję rewelacyjnej ekipie startowej - Zosi Słońskiej, Julce Krawczyk, ludziom renesansu Krzyśkowi Rzeńcy i Zuzi Morawskiej (oni na start biegli wprost ze stawiania punktów). Dziękuję Wam za ogrom pomocy i świetną atmosferę! Dziękuję Wszystkim Pudełkom (pan Paweł, Michalina, Błażej, Jowita) za ogrom roboty organizacyjnej, za pomoc przy ustawianiu centrum. Panu Pawłowi za niejednokrotnie słuszne uwagi, za to że chciał się dzielić swoim doświadczeniem! Dziękuję pani Magdzie za jak zwykle profesjonalnie przygotowane przedszkole, za ciekawe projekty statuetek! Podziękowania również dla Mai za pomoc w przedszkolu! Dziękuję Wam! Dziękuję mamie, pani Basi Bączek, pani Ani Tarnawskiej, no i oczywiście Anastazji! Cała ekipa z biura zawodów jak zawsze na medal! Dziękuję Adamowi za ogarnięcie GPSów - fachowiec w każdym calu ;) Dziękuję pani Agnieszce, za to że jest! Że jest szczera, zaangażowana, wesoła! Za ostry język i poczucie humoru! Dziękuję młodzieży starszej - Jankowi Tarnawskiemu, Madzi Topór, Natalii Wójcik, Marcie Łabuzek, Kasi Biegun i Gosi Bączek za to, że jesteście częścią tego teamu. Za to, że widać było Wasze zaangażowanie! Dziękuję całej młodzieży młodszej, która dzielnie cięła opisy, polewała wodę i "łatała luki" tam gdzie nam już brakowało sił! Marta, Maja, Hania, Kordian, Paweł, Piotrek, Natalia, Milena, Martyna, Pola, Janek, Magda, Antosia, Liza, Jaśmina, Basia, Wiki, Julka i wielu, wielu innych! Jak również rodzicom zawodników (pani Lamparska, pani Pisarek i wszyscy), którzy pomagali nam w tych trudnych dniach przed Wawelem ;) Dziękuję panu Markowi, pani Basi i pani Teresie za pomoc w ogarnięciu tej wspaniałej ekipy ;) Pani Teresie dziękuję również za Trail Orienteering - super że mieliśmy okazję współuczestniczyć w organizacji tego wydarzenia! Dziękuję całej ekipie stawiającej centrum, panu Niessnerowi, Kuryjowi, Urydze, Szajnie, Kruczkowi, Pisarkowi, Toporkom, Tomasowi wszystkim tym których być może nie zauważyłem, a w trakcie mojej nieobecności dołożyli "swoją cegiełkę". W szczególności tempo niedzielnego składania przejdzie do historii! Dziękuję Sławkowi za świetną speakerkę podczas ostatniego etapu, a przede wszystkim podczas zakończenia. Właściwy człowiek na właściwym miejscu! Dziękuję Wojtkowi i Jackowi za wysokiej jakości mapy, za bezproblemową współpracę i pełen profesjonalizm! Dziękuję mamom Paulinom - Cygler i Etterle-Kaszowskiej - za to że tak świetnie potrafią "tłumaczyć kwiecisty język Michała". Good job! Dziękuję wszystkim pozostałym tłumaczom biuletynów - koleżance pani Pułczyńskiej, panu Ryszardowi Karskiemu, Dominice Bączek, pani od francuskiego Michała Krzysztyńskiego i oczywiście Tomasowi Tichemu! Big thank you! Dziękuję Gosi, za sporą dawkę super fotek! Dziękuję panu Urbaniakowi za pilotowanie kontaktu z głównym sponsorem oraz za całe wsparcie merytoryczne! Dziękuję osobom zaangażowanym w promocję - Fryderykowi (Finlandia) i panu Ryszardowi (Niemcy) oraz wszystkim osobom, które dostarczały ulotki na zagraniczne zawody - Ada, Maja, Marcin, pani Teresa, pan Piotr i inni ;) Dziękuję panu Forystkowi, tacie i wszystkim oficjelom, dzięki których merytorycznym i finansowym wsparciu impreza wyglądała tak jak wyglądała! Dziękuję panu Jankowi za ogrom pozytywnej energii, za to że to co robiliśmy było dobreeee. Za wspólne wspomnienia, za punktualność! Dziękuję pani Mirce i pani Renacie za to że mimo że z mojego powodu mają sporo więcej pracy to zawsze z uśmiechem na ustach wykonują swoje obowiązki. Dziękuję tym, których nie wymieniłem z imienia, a którzy dołożyli swoją cegiełkę do organizacji tego eventu. Przepraszam Was, jest Was "za dużo"! i wreszcie dziękuję też tym, od których mogłem "pobierać pierwsze nauki" w lecie 2015. Kasi, Gosi i Mateuszowi. Swoją pracę zacząłem właśnie od rozmów z tymi, na których barkach ciążyła główna odpowiedzialność w latach poprzednich. Dziękuję Wam za wsparcie i dobre rady! Dziękuję też WSZYSTKIM tym, którzy w tym roku nie mieli okazji lub możliwości mocniej się zaangażować przy WC37., a którzy mieli swój bardzo cenny wkład w tych dwóch latach poprzednich [za ten wkład chciałbym tu i teraz też serdecznie podziękować] (pani Siek, Ada, Basia Wziętek, Kacper Kuca, Kasia Dyzio, pani Ania Dyzio (tytaniczna praca na grillu), pani Beata Baran, Janek Gondek, Nina, pani Alona, Illia, Angelika, Robert Zabel, pani Ewa i pan Tomek Olejnik, Jurek Stanek, pan Motała, Piotrek Pietroń, pan Tarnowski, pan Żesławski, pani Kasia Pałys, Paweł "Wiśnia" Wiśniewski, Sergey, Milena). To był piękny czas, ta trzyletnia kadencja to była niesamowita przygoda! Poniżej grafika przygotowana przez Hanię Pułczyńską (z wszystkich JEJ Wawelów) i kolejna łezka ;) I jeszcze raz wspólna fotka naszego zespołu! Dziękuję wszystkim za te 3 lata!

gdy mialem 3 lata tekst